W klimatach dawnej Ustki
15. spotkanie z cyklu „W klimatach dawnej Ustki” poświęcone było życiu w usteckiej parafii. To temat niezwykle bogaty i interesujący, przede wszystkim dzięki Kronice Parafialnej spisanej przez ks. Wiktora Markiewicza. To trzytomowe dzieło, liczące łącznie 671 stron i obejmujące lata 1957–1977, zawiera opisy nie tylko samej parafii, lecz także jej wiernych — ich codzienności, problemów i życia.
Pierwszymi księżmi w powojennej Ustce byli ks. Jan Paweł Mucharski oraz ks. Franciszek Gierzberg (który nie mówił po polsku, co w powojennej Polsce było dość częstym zjawiskiem).
Kolejnymi proboszczami w Ustce byli: o. Włodzimierz Neterowicz (1945–1947), o. Pachomiusz Krużel (1947), o. Adam Narloch (1947–1951), o. Adolf Waluk (1951–1953), ks. Anatol Sałaga (1953–1956), ks. Wiktor Markiewicz (1957–1977), ks. Ryszard Teinert (1977–1992), ks. Paweł Jochaniak (1992–1995) oraz ks. Jan Turkiel (1995–2018).
W 1953 roku proboszczem parafii został ks. Anatol Sałaga, związany z ruchem „księży patriotów”. Był to nurt podporządkowany władzom, co znajdowało odzwierciedlenie w jego kazaniach. Wierni, gdy zaczynał mówić, opuszczali kościół, demonstracyjnie szurając nogami, by powrócić dopiero po zakończeniu kazania. Jak wspomina pani Irena Włodarczyk, w 1956 roku księdza wywieziono „na taczkach”.
27 marca 1957 roku ks. Wiktor Markiewicz, na mocy dekretu Kurii Biskupiej w Gorzowie Wielkopolskim, objął duszpasterstwo parafii w Ustce. Cztery dni później, 31 marca, ks. dziekan uroczyście wprowadził nowego proboszcza i podczas mszy św. o godzinie 11 przedstawił go wiernym. „W słowie swym pierwszym do wiernych powiedział, że przychodzi do nich pełnić posłannictwo Chrystusa, rozprowadzać skarby miłości i Miłosierdzia Bożego"
Dużym wyzwaniem okazało się także pozyskanie pomocy sióstr zakonnych do pracy w parafii — zarówno przy prowadzeniu katechezy, jak i w codziennym funkcjonowaniu kościoła.
„Czas naglił, ale o współpracę z siostrami ubiegały się wszystkie instytucje społeczne: „Jest to przecież okres po paździemikowy. W szpitalach lekarze i chorzy czekają na siostry. Do szkół muszą iść siostry, bo bez ich pomocy nie obejmie się wszystkich godzin religii. Przytułki, sierocińce, domy starców - wołają o siostry. Wszyscy chcą je mieć u siebie. Stąd dają im mieszkania, gaże państwowe, ubezpieczalnie. I słusznie. „Godzien jest robotnik zapłaty swojej". Tak, ale czy Ustkę stać będzie na podobne wynagrodzenie kilku sióstr? Gdy jurastole (łac. iura stolae - prawa stuły, ofiary za udzielanie sakramentów czy pochówki- red.) są tak małe, że nie wystarczają na utrzymanie trzech księży, a stypendiów mszalnych prawie nie ma i są bardzo niskie. Mówiąc po ludzku jest to nieroztropne, a przynajmniej zbyt ryzykowne angażować do pracy jeszcze drugie tyle osób, gdy nie wystarcza na utrzymanie się nam samym -rozważa ks. Markiewicz. -Z takim ładunkiem usposobienia ruszył proboszcz do Krakowa i zadzwonił do furty jednego z klasztorów żeńskich. Przedłożył swą prośbę wobec najwyższej tam władzy. Zaczęły się pertraktacje. Siostry mają mieszkać poza plebanią, mówiono, a jeśli na plebanii - to z oddzielnym wejściem. Wszystkie cztery muszą być ubezpieczone, utrzymanie i pensja dla każdej. Tak, proszę księdza proboszcza, ciągnęła rozmówczyni: - Siostry są dzisiaj w cenie! Zimne poty oblały proboszcza, gdy usłyszał, jak to siostry się dziś cenią. Ale cóż było robić, nie było wyjścia, trzeba było przyjąć podyktowane warunki, tym bardziej że na plebanii gospodyni nie było, a dochodząca siła, co nas w suchy prowiant zaopatrywała i sporządzała obiady, bez wypowiedzenia odeszła.”
„W niecałe trzy godziny po tym wchodzi Matka Generalna w asyście swego sztabu, tj. kilku poważnych Sióstr i powiadamia oczekującego, że prośba została przychylnie potraktowana. Co mają siostry wziąć ze sobą, pyta Matka. Ducha Bożego - odpowiada proboszcz i o jedno jeszcze prosi, by możliwie jak najszybciej przybyły do Ustki, choćby jutro"
1 czerwca 1957 roku do Ustki przybyły krakowskie duchaczki, czyli Siostry Kanoniczki Ducha Świętego de Saxia: przełożona Celestyna Zającówna oraz kucharka Adama Kalita.
Podobne barwne, pełne emocji opisy można znaleźć także przy okazji montażu dzwonów na wieży kościelnej w 1958 roku czy otrzymania kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w 1961 roku.
Równie ciekawa opowieść była jak „Pewna Dziennikarka” wybrała się w lutym dzwony fotografować. Obyło się bez pomocy strażaków ale emocji i adrenaliny było bardzo dużo.
Dziękujemy wszystkim uczestnikom za obecność, przypominamy o przewertowaniu szuflad i szaf w poszukiwaniu zdjęć, które są bezcennym dokumentem życia Ustki i wzbogacają nasze zbiory regionalne.
Do zobaczenia na kolejnych spotkaniach.
SPOTKANIE AUTORSKIE Z PANEM POETĄ
W ramach XXXII Pomorskiej Wiosny Literackiej 20-24 kwietnia 2026 gościliśmy dzisiaj Pana Poetę.
🤩Kim jest Pan Poeta?
Pan Poeta, Pan Michał, to autor zabawnych, rymowanych książek dla dzieci, które rozbawiają nas treścią, a uczą morałami.
📚 Książki Pana Poety poruszają takie tematy jak:
pomaganie innym, empatia, ekologia, szczerość, minimalizm, oszczędzanie, pocieszanie i wiele innych cennych wartości.
🏃♀️➡️🏃➡️🏃♀️➡️🏃➡️W spotkaniu uczestniczyły dzieci z klasy II Szkoły Podstawowej nr 3 im. gen. Mariusza Zaruskiego w Ustce ❤️
🏣Wszystkie książki autora dostępne są w naszej bibliotece. ZAPRASZAMY !!!😀
Spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla Dorosłych
Na kwietniowym spotkaniu DKK dyskutowaliśmy o książce „Jedyna historia” autorstwa Juliana Barnesa. Rozmawialiśmy o tym, czym jest miłość i jakie są jej oblicza na różnych etapach życia. Zastanawialiśmy się, czy duża różnica wieku pomiędzy dwójką kochających się ludzi ma wpływ na powodzenie związku oraz jakie są społecznie akceptowalne granice takiego wiekowego mezaliansu.
Czy związek młodego mężczyzny z kobietą starszą o 29 lat ma szansę na przetrwanie? O tym opowiada „Jedyna historia”, a my zachęcamy do sięgnięcia po książkę.
Tymczasem zabieramy się za kolejną lekturę, a będzie to książka pt. „Krótko i szczęśliwie” autorstwa Agaty Romaniuk, wiosna w naszym klubie upływa więc pod znakiem rozważań nad miłością.
Pozdrawiamy Weronika Głowacka, Kamila Romaniak i Monika Ogrodnik
EDUKACJA MORSKA - SPOTKANIA PROMUJĄCE CZYTELNICTWO
"Nie dawno, dawno temu i nie za siedmioma górami - lecz właśnie teraz i całkiem blisko BYŁO SOBIE MORZE..."
Dział dla Dzieci i Młodzieży w ramach współpracy z Miejskim Przedszkolem nr 3 w Ustce, włączył się w realizowany przez Przedszkole Pomorski Program Edukacji Morskiej.
Spotkania, działania edukacyjne związane z morzem, książką i tradycją naszego regionu miały na celu rozwijanie zainteresowań czytelniczych i przyrodniczych oraz promowanie kultury morskiej.
W naszej placówce gościliśmy pięć grup przedszkolnych: 26 lutego, 5,12,19 marca i 1 kwietnia.
Zapraszamy dzieci z opiekunami! Czekamy Na Was!!!.
W klimatach dawnej Ustki
Czternaste spotkanie z cyklu „W klimatach dawnej Ustki” zgromadziło zarówno stałych bywalców zainteresowanych historią miasta, jak i gości z Polski oraz z zagranicy. Dzięki połączeniu online byli z nami członkowie rodzin bohaterów opisywanych historii, co nadało spotkaniu szczególnie poruszający charakter.
Rozmowy poświęcone były wypadkom na morzu – zarówno tym, które zakończyły się szczęśliwie, jak i tragediom, które na zawsze odcisnęły piętno na losach rodzin.
Pierwszą powojenną katastrofą morską był dramat z 22 lipca 1945 roku, kiedy to w kanale portowym zatonął jacht „Kania”. Przyczyną był gwałtowny orkan, który nawiedził Pomorze w środku lata – w dniu, gdy ówczesny Postomin (dzisiejsza Ustka) z okazji otwarcia kursu żeglarstwa morskiego odwiedziło wielu dostojników państwowych.Wspomniano również tragiczne wydarzenia z 14 sierpnia 1946 roku, kiedy śmierć z powodu przeładowanej szalupy poniosły cztery osoby. Jedną z nich była adwokat i kierowca rajdowy Zofia Deczyńska, która oddała swoją kamizelkę ratunkową harcerce, ratując jej życie.
Podczas spotkania przywołano także historię Józefa Machaczki (służył na Zaruskim), losy statku „Orkan”, który w 1947 roku osiadł na mieliźnie w pobliżu Ustki, a także tragedię na jeziorze Gardno, gdzie zginęły harcerki z Łodzi.
Nie zabrakło również wspomnień o dramatycznej katastrofie z grudnia 1959 roku, kiedy kuter Łeb-30 podczas sztormu zaplątał się w sieci przy wejściu do usteckiego portu. W wyniku tego zdarzenia zginęła cała załoga. Szczególnie poruszające było wspomnienie o Stanisławie Witasie – doświadczonym żołnierzu, odznaczonym pracowniku morza, który zamarzł na maszcie kutra.
Odpowiedzialnością za tę tragedię obarczono szypra Gerharda Kusza. Sprawa przez wiele lat powracała w mediach, jednak ostatecznie śledztwo w sprawie akcji ratunkowej zostało umorzone. W cieniu tych wydarzeń pozostała kwestia porzuconych sieci przy wejściu do portu – temat, który przez lata nie doczekał się należytej uwagi.
Obecny na spotkaniu dr Pokorny przywołał także historię Józefa Jezierskiego, który zginął wskutek eksplozji bomby z czasów II wojny światowej, wyłowionej przez kuter. Było to kolejne przypomnienie, jak długo wojenne zagrożenia dawały o sobie znać na Bałtyku. Uzupełnieniem tych trudnych i często bolesnych historii były opowieści o szczęśliwych zdarzeniach, które dziś wywołują uśmiech na twarzach słuchaczy.
Obecny na spotkaniu Antoni Kustusz wspominał swojego ojca, Zygmunta Kustusza – szczęśliwego szypra, znanego z dyscypliny i dbałości o porządek, o którym mawiano, że jego kuter „nigdy nie śmierdział rybami”. Był on człowiekiem szanowanym przez swoją załogę, a jego historia zapewne na długo zapadnie w pamięć uczestników spotkania. Opowieść dotyczyła niemal cudownego ocalenia kutra Ust-30 w 1956 roku. W okresie świątecznym jednostka, z powodu silnego sztormu, nie mogła wejść do portu. W pewnym momencie – ku zdumieniu i ogromnej radości oczekujących na nabrzeżu bliskich – kuter wraz z załogą wykonał niezwykły manewr, „przelatując” nad falochronem. Ta niezwykła historia przejdzie zapewne do lokalnej tradycji jako opowieść o „latającym kutrze Kustusza”.
Dzięki nagranym materiałom filmowym uczestnicy spotkania mogli również zobaczyć i wysłuchać wspomnień ocalałych z kutra Ust-46 – Leona Drycza oraz Ryszarda Kierusa. Symbolicznie zamknięto opowieści o katastrofach rokiem 2000, kiedy to przy wejściu do portu zatonęła pogłębiarka „Stułbia”. Tym razem los okazał się równie łaskawy – cała załoga została uratowana i nikt nie ucierpiał.
Historia morza to nie tylko dramaty i straty, ale również niezwykłe ocalenia, odwaga i nadzieja, które na zawsze pozostają w pamięci lokalnej społeczności.
Dziękujemy wszystkim uczestnikom – zarówno obecnym na miejscu, jak i tym, którzy dołączyli online – za obecność, uważność i dzielenie się wspomnieniami, które wspólnie tworzą żywą historię Ustki.
Szczególne wyrazy wdzięczności kierujemy do prowadzącej spotkanie, dziennikarki Bogumiły Rzeczkowskiej Miłka Rzeczkowska, za staranne przygotowanie oraz pełne wrażliwości i profesjonalizmu poprowadzenie tego wyjątkowego wieczoru.